Upadłość Ursusa – Koniec legendy

2021-07-15

Wniosek o otwarcie postępowania sanacyjnego złożony przez producenta w marcu tego roku został odrzucony 12 lipca przez sąd rejonowy w Warszawie.

Czym jest postępowanie sanacyjne i dlaczego Ursus o nie wnioskował?

Celem postępowania sanacyjnego jest uniknięcie upadłości zadłużonej firmy, aby takie postępowanie mogło zostać otwarte, dłużnik musi zawrzeć układ z wierzycielami, który umożliwi rozpoczęcie restrukturyzacji. W odróżnieniu od innych postępowań restrukturyzacyjnych sanacja zapewnia najpełniejszą ochronę przed egzekucją wierzytelności. Ta forma ochrony równa się odebraniu dłużnikowi możliwości zarządzania własnym majątkiem, z dniem rozpoczęcia postępowania sanacyjnego, które najczęściej trwa 12 miesięcy, mienie należące do dłużnika staje się masą sanacyjną, zarządzaną przez osobę/instytucję wyznaczona przez sąd.
Postępowanie sanacyjne umożliwia dłużnikowi odstąpienie od niekorzystnych umów wzajemnych, bez względu na zawarte w niej ustalenia dotyczące możliwości rozwiązania umowy, jak również redukcję zatrudnienia na zasadach równych jak w postępowaniu upadłościowym.

Legenda kontra brutalny rynek
Długa historia Ursusa zaczyna się 1893, gdy trzech inżynierów otwiera firmę w Warszawie. Przez lata fabryka produkowała samochody, ciężarówki, motocykle, pojazdy opancerzone by ostatecznie po II wojnie światowej skupić się na produkcji ciągników rolniczych. Pierwsze ciągniki rolnicze, które z jechały z taśmy po wojnie wzorowane były na John Deere, dopiero 1957 roku pojawił się prototy C-325, który przerodził się w kultową już C-330.
1976 roku z linii zjechały pierwsze modele Ursus C-360, które z powodzeniem były produkowane przez kolejne 18 lat.
Problemy firmy zaczynają się po upadku komunizmu, jeszcze 1990 roku Ursus osiągnął świetne wyniki finansowe, produkując 35400 sztuk ciągników, które przyniosły firmie zysk powyżej 285 mln zł.
Dwa lata później sprzedaż spadła do 8300 egzemplarzy ciągników, co przerodziło się w potężną stratę w wysokości powyżej miliarda złotych! To niestety był dopiero początek kłopotów, długi rosły z roku na rok. Ilość produkowanych maszyn w ciągu 10 lat spadła do kilkuset egzemplarzy. Podzielenie spółki na mniejsze podmioty również nie przyniosło pożądanego efektu.
Nadzieja pojawiła się w 2011 roku, gdy w Ursusa zainwestował Pol-Mot Warfama. Produkcja została przeniesiona do Lublina, a ze starego Ursusa zostało naprawdę niewiele. Trudności zdobycia klientów na rodzimym rynku spowodowały ekspansję na rynki afrykańskie, co przez kilka lat dawało nadzieje na nowe otwarcie firmy i powrót do dawnych czasów pełnych sukcesów i zysków. Ursus nawet uruchomił na terenie Etiopii dwie montownie, gdzie składano ciągniki sprzedawane lokalnym rolnikom. Po drodze Ursus postanowił rozwinąć skrzydła w obszarze produkcji autobusów elektrycznych, mając ambicję rzucenia rękawicy Solarisowi, liderowi produkcji autobusów spod Poznania. Kolejne lata były już tylko gorsze, by ostatecznie w 2017 roku znów wykazać straty. Gołym okiem widoczny wzrost sprzedaży ciągników rolniczych marki New Holland, John Deere czy Zetor pokazywały, że Ursus nie potrafi odnaleźć się na polskim rynku maszyn rolniczych, polski rolnik nie był już skazany na zakup, tylko i wyłącznie tańszych maszyn, dzięki dotacjom unijnym w końcu mógł pozwolić sobie na wybór maszyny rolniczych w większym stopniu dopasowanych do potrzeb gospodarstwa.
W listopadzie 2018 roku sąd w Lublinie wydał postanowienie o otwarciu przyśpieszonego postanowienia układowego spółki, w międzyczasie główny akcjonariusz spółki Andrzej Zarajczyk kontynuował wyprzedaż akcji, czym tylko podsycał kontrowersje wokół spółki w oczach wierzycieli.
W kolejnych latach trudności tylko się nawarstwiały, praktycznie od 2016 roku Ursus wykazywał tylko straty i pogłębiał dług wobec wierzycieli. Pomimo wielu szans i czasu, jaki spółka otrzymała, na naprawę obecnej sytuacji nic skutecznego nie zostało wdrożone, nie dziwi więc decyzja sądu o oddalenie wniosku sanacyjnego.

Szukasz Ursusa? Sprawdź nasze oferty

 
Do góry